Z Niną i Grzegorzem poznałem się już jakiś czas temu, gdy napisali do mnie że chcieliby abym fotografował na ich ślubie. Wtedy ten lipcowy termin wydawał się tak odległy a już dzisiaj można liczyć czas który mija od ich Wielkiego Dnia.

 

Aby jednak czas nie zatarł tych wszystkich najpiękniejszych wspomnień, mam dla Was kilka, jeszcze gorących kadrów. 

 

Jeśli macie jeszcze chwilę cierpliwości, przedstawiam Wam historię w której nie brak będzie łez. Zastanawiacie się pewnie teraz "Dlaczego łez? Przecież ślub to takie szczęśliwe wydarzenie". 

 

Weźcie głęboki oddech,  ponieważ zabieram Was w krainę najstarszych polskich gór. Do miejsca które w zasadzie można opisać dwiema literami i wszyscy będą wiedzieli "o co kaman" ;) W miejscu tym scyzoryk to nie tylko narzędzie do ostrzenia kija na ognisko ale i styl życia. 

 

Witajcie w Kielcach! Mieście, które we wczorajsze popołudnie wstrzymało oddech w oczekiwaniu na ślub tej dwójki zakochanych w sobie ludzi!

 

 

W maju byliśmy wspólnie na sesji narzeczeńskiej i już wtedy wiedziałem, że trafił swój na swego (w sensie Nina na Grześka i Grzesiek na Ninę hehe). Jak się później okazało, nie tylko ja to dostrzegłem. Do tego samego wniosku doszedł ksiądz udzielający im wczoraj ślubu.

 

Zawsze patrzą na siebie ze szczęściem w oczach. Mało tego! Gdy podczas przygotowań tylko wspomniałem imię drugiej połówki, w ich oczach widziałem... No właśnie. Jak myślicie, co widziałem?

 

Radość? Tęsknotę? Niecierpliwość? Cytując klasyka "nic bardziej mylnego!". Widziałem w tym wzroku ich za 30, 40, 50 lat. Jak to możliwe? W mijającym tygodniu słuchałem wypowiedzi śp. ks Pawlukiewicza o małżeństwie. Lubię słuchać mądrych ludzi i nie inaczej było tym razem. Padły wtedy swego rodzaju życzenia "abyście za 30, 40, 50 lat patrząc na siebie i trzymając się za ręce mogli z czystym sercem powiedzieć - DOBRZE ŻE JESTEŚ!"

 

To właśnie to "DOBRZE ŻE JESTEŚ" widziałem już na sesji narzeczeńskiej a potem w ich domach, podczas przygotowań.

 

 

 

Olśniewająca suknia, liczni goście, anielska muzyka. On czekający przy ołtarzu na swoją "Ninkę". Ona prowadzona przez środek kościoła przez swego ukochanego tatę. Wszyscy, bez wyjątku, wpatrywali się na tą podniosłą scenę, której kolejne akty miały być już za chwilę pisane na nowo!

 

 

Cały tydzień panowały upały. Było to zjawisko tak długie, że kolejne alerty RCB nie robiły na nikim wrażenia. 

 

Pod koniec kazania, gdy ksiądz przechodził już do jego pointy (czyt. płenty) rozszalała się ulewa. Czy to znak? Nie wiem ale znam pewne powiedzenia Panien Młodych na tą okoliczność. Z racji tego, że był to bardzo radosny dzień, wspomnę tylko o dwóch:

"Deszcz podczas ślubu to pieniądze we wspólnym życiu"

i drugi

"Deszcz podczas ślubu to łzy kawalerów których nie wybrała Nina"

Przyznacie, że w pierwszym przypadku nie byłoby nic złego w tym aby deszcz padał CAAAŁY dzień, a w drugim... jak to mówią "Co działo się w Las Vegas - zostaje w Las Vegas" ;)

 

 

Jeśli był ślub to musiało być też WESELE! :D 

Nie inaczej było i tym razem! 

Wszystko działo się na przedmieściach Kielc. W malowniczej acz pełnej industrialnej architektury miejscowości o wdzięcznej nazwie Dyminy (w tym przypadku lepiej nie przekręcać nazwy. PS. Zabajone też nie ;). Nad wszystkim czuwał biało-czerwony orzeł dodający paliwa do działania każdej pannie i kawalerowi! ;)

 

Skoro już sobie pośmieszkowaliście (słychać Was aż do Krakowa!)  zobaczcie dwie "ekipy od zadań specjalnych" w towarzystwie których Para Młoda wkroczyła na parkiet!

 

 

Już na dzień dobry gościom włączył się tryb "gorzko gorzko" więc aby osłodzić atmosferę, na środek sali wjechał... TORT!

 

 

A po torcie, wszystkich spowiła lekka mgiełka, niczym o poranku po letniej nocy nad Wisłą (wiem wiem, przez CK nie przepływa;) )

 

 

Gdy już przestało być romantycznie, zaczęło się "to co niedźwiadki lubią najbardziej" czyli DZIKA IMPREZA!

Grzesiek wystrzelił jak rakieta w kosmos! Nina ze swoimi "psiapsi" wpadły w ekstazę!

 

 

Jeśli myślicie że kolejny raz "Rudy się ożenił" to szybko wyprowadzam Was z błędu! Tym razem była BANIA U CYGANA, DO RANA!  (do teraz słyszę ten bit;) )

 

 

A czy mówiłem Wam, że Nina i Grzesiek lubią się ze sobą całować? Czasami udawało mi się ich nawet nakryć na gorącym uczynku! Ojjj jak dobrze że ci kawalerowie z powiedzonka o deszczu tego nie widzieli hehehe

 

 

Bliscy przygotowali też niespodziankę. Pokaz slajdów z życia tej dwójki cudaków :D. Uwierzcie mi, że zdjęć w tej rodzinie brakować nigdy nie będzie ;)))

 

 

Dzień mijał szybko i ani się spostrzegliśmy a nastała północ. Księżniczka tym razem nie zgubiła pantofelka a... welon! W sumie to z własnej woli go rzuciła. To samo zrobił Grzesiek ze swoją muszką.

 

Podobno kto złapie, ten za rok sam organizuje taką imprezę. Dla mnie super - zawsze to szansa na kolejny reportaż (if you know what I mean;) )

 

 

Na koniec nie mógłbym wybrać fotografii która byłaby bardziej dosłowna niż ta... 

Czy faktycznie razem lepiej? NIE! Razem przecież jest NAJLEPIEJ! :D

 

 

Dobrego żyćka Kochani!

Grzegorz - Zabajone

 

 

Pełny reportaż ze ślubu Niny i Grzegorza będą już niebawem dostępne TUTAJ

Z przyjemnością będę fotografował też na Twoim ślubie! Jeśli podobają Ci się moje fotografie to zerknij na ofertę TUTAJ

24h po ślubie... Niny i Grzegorza

24 lipca 2022